AKT I
Wnętrze kawalerki w bloku. Nieoświetlone. Za
oknem zapada zmrok. Słychać zgrzyt klucza w zamku,
otwierają się drzwi, przez które wchodzi 35-letnia
kobieta. W jednej ręce trzyma obszerną damska
torebkę (raczej tandetną, pewno kupioną na
bazarze), w drugiej - reklamówkę wypełnioną
zakupami. Kobieta zapala światło. Dopiero teraz
widać dokładnie, że w pokoju jest stół, cztery
proste krzesła, rozkładana kanapa, małe biurko i
szafa. Oprócz wejściowych, jest jeszcze dwoje
drzwi: do miniaturowej kuchni i do łazienki.
Kobieta odkłada torbę z zakupami na stole.
Zdejmuje mokre odzienie: wełnianą czapkę, szalik i
kurtkę z kapturem. Kładzie je na jednym z krzeseł.
Sama siada na drugim. Jest ładną, zgrabną brunetką
z długimi czarnymi włosami. Na jej twarzy widać
oznaki zmęczenia. Dopiero po pewnym czasie
zdejmuje mokre buty.
OLGA:
Kłamią! Wszyscy kłamią! W sklepie, w urzędzie, w
telewizji.. Nawet ci od pogody. Mówili, że będzie już
wiosna, a tu ciągle pada i pada. I to jak! Cała jestem
mokra. Z drugiej strony - z pogodą nigdy nic nie
wiadomo. Tak już jest. Do pogody nie można mieć
przecież pretensji. Niedługo wyschnie. Ale najbardziej
chce mi się teraz gorącej herbaty.
Olga wstaje i podchodzi do biurka, na którym stoi
aparat telefoniczny starego typu. Wciska jeden z
klawiszy. Rozlega się głos z telefonu:
"Tu poczta głosowa numeru 9674677195. Masz trzy
nowe wiadomości". Dźwięk brzęczyka.
"Cześć. Tamara. Myślałam, że już będziesz w domu.
Wybieram się wieczorem do kina. Może poszłybyśmy
razem?" Dźwięk brzęczyka.
"Tu mama. Mam nadzieję, że pamiętasz o urodzinach
taty. Czekamy w niedzielę z obiadem. Zadzwoń."
Dźwięk brzęczyka.
Męski głos: "To ja. Przepraszam, że tak wyszło,
bez pożegnania, ale zdarzyło się coś, na co nie
miałem wpływu. Wszystko jeszcze dziś wyjaśnię.
Czekaj. Stiopa." Dźwięk brzęczyka.
Olga jest wyraźnie poruszona ostatnim nagraniem na
automatycznej sekretarce.
OLGA:
Po papierosy?! Nawet nie było cię stać, żeby wymyślić
coś bardziej oryginalnego. Odwal się ode mnie, ty..
Ty..
Olga zaczyna płakać. Znów siada na krześle. Chowa
twarz w dłoniach. Po chwili ociera łzy.
OLGA:
Myślisz, że wystarczy zadzwonić, powiedzieć
"przepraszam, były ważniejsze rzeczy" i to załatwi